Opinie | Bruno Althamer

Bruno Althamer | Nadchodzi Zbój08.10.2018

rys. Bruno Althamer

Robin Hood, Janosik, Prometeusz – kochamy wyjętych spod prawa szemranych typów, którzy broili i kradli, ale oczywiście w jedynej słusznej i sprawiedliwej sprawie. Obojętnie, czy istnieli naprawdę, czy tylko na kartach podań, ich losy rozbudzają naszą wyobraźnię i chwytają za serca. Kiedy szlachetny zbój, który zabiera bogatym i oddaje biednym, pojawia się nagle w rzeczywistości AD 2018, trudno nam ukryć ekscytację.

Z jego imieniem wiążą się głównie legendy i chybotliwe teorie historyczne. To interesujące, że stał się symbolem określonej postawy, szczególnie gdy założymy, że na jego historię składa się suma niepotwierdzonych faktów. Związane z nim opowieści mają swój początek ponad sześćset lat temu. Nie będę się tu rozwodził na temat „faktów”, bo to, że ukrywał się w lesie Sherwood i nieźle strzelał z łuku, wie nawet dziecko. Ciekawsze jest natomiast to, jak to się stało, że każdy o tym słyszał.

Nie interesują mnie też same podania; raczej ten jeden ich nośny element, który sprawił, że opowieść o jego czynach przemierza ciemne wieki europejskiej historii i dociera do nas w swej zdeformowanej formie, wywierając niemałe wrażenie. Najistotniejszym elementem tej historii jest bowiem Robin – człowiek wyjęty spod prawa. Zapytacie: cóż takiego fajnego jest w tym łamaniu prawa, że lubimy sobie o tym tak bardzo opowiadać? Cóż tak bardzo ciekawi nas w postawie niesubordynacji czy nieposłuszeństwa? Przecież tak pewnie czujemy się w grupach i społecznościach, w ramach których wspólnie przestrzegamy tych samych zasad. Daje nam to w końcu poczucie bezpieczeństwa. A na co dzień wszelkie nawet drobne odstępstwa od normy przyciągają przecież naszą uwagę, budząc skrajnie różne uczucia. Dlaczego zatem zachowanie banity z Sherwood budzi w nas taką fascynację?

rys. Bruno Althamer
rys. Bruno Althamer

Tu kolejna rzecz, którą wie każdy – gość kradł bogatym i dawał biednym. A bieda to rzecz ogólnie znana i dziś obecna, nie zaś jakiś średniowieczny relikt. Nie musi ona nawet odnosić się do stanu posiadania; może to być rodzaj jakiegoś odgórnego uciśnienia. Poza tym mamy frajdę ze słuchania o tym jak „jeden z naszych” juma coś któremuś z możnych panów. Po prostu.

Historie o podobnym modelu mają dużo dłuższą tradycję i, co ciekawe, opowiadane są od zarania dziejów aż po dziś dzień, ciesząc się niemalejącą popularnością. Na pewno każdy słyszał o Prometeuszu czy Janosiku. Ten pierwszy, można by rzec, nie tylko „stworzył” podwaliny pod świadomość społeczną kultury europejskiej, ale również jest odpowiedzialny za istnienie człowieka w ogóle. To daje do myślenia – stwórcą ludzkości w greckiej mitologii był gość, który kręcił naprawdę grube numery. Aż ciarki przechodzą na myśl, że robił koło pióra Zeusowi, Heliosowi i całej reszcie olimpijskiej zgrai, nie licząc się przy tym z konsekwencjami.

Wspomniałem wcześniej o Janosiku. W jego przypadku warto zwrócić uwagę na co najmniej kilka rzeczy. Najpierw na to, że facet istniał naprawdę. Mamy nawet do dyspozycji jego akt chrztu z 16 maja 1688 r. Poza tym Juraj Janosik był naprawdę klawym gościem. Pochodził ze Słowacji i miał na swoim koncie liczne rabunki, pomoc w ucieczce z więzienia i nawet jedno ułaskawienie. Choć podobno rabował ze swoją bandą raczej dla własnych korzyści, a skradzionymi błyskotkami bajerował okoliczne niewiasty, to w dalszym ciągu swoją postawą buntował się przeciwko otaczającej go rzeczywistości, stając się symbolem nieposłuszeństwa wobec reżimu. Ale mimo że był realną postacią, nie uniknął pewnych mitologizacji. Do dziś góralscy flisacy znad Dunajca pokazują podekscytowanym turystom rzekome ślady jego kierpców, odciśniętych w litej skale. Bo przecież bardzo chcemy zobaczyć i dotknąć tego, co jest związane z wymienionymi wyżej konsekwentnymi i nieugiętymi postaciami. Mieć nadzieję, że chodzili po tych samych miejscach co my. Że naprawdę byli i nie poprzestawali na pojedynczych wybrykach, ale jechali na ostro do samej dychy.

rys. Bruno Althamer
rys. Bruno Althamer

W końcu tłem dla ich powikłanych żywotów zawsze były czasy silnego prawa i wątłej sprawiedliwości. Zawsze wiedzieli, co robić i jak się zachować, płacąc za swoje czyny największą cenę. I choć byli skazani prawomocnie, to społeczności, z których się wywodzili zadbały, by pewna pamięć o nich nie zaginęła.

Ale o co tak naprawdę mi chodzi? Po co to wszystko piszę? Być może nie dotarła do was jeszcze ta wieść, ale z kilku źródeł płyną pewne informacje, które oczywiście zmuszony jestem przepuścić przez filtr koniecznej analizy. Mam na myśli portrety pamięciowe oraz pojedyncze wzmianki z lokalnych gazet, które zacząłem zbierać jakiś czas temu. Chodzi tu o ciekawą zbieżność faktów. Od Podlasia do Śląska, od Kaszub aż po podkarpackie, mówi się o dziwnych kradzieżach. Skupię się tu głównie nad tymi dotyczącymi samochodów, raczej luksusowych. Ich właścicielami są ludzie różnych profesji. Są wśród nich państwowi urzędnicy, bankierzy, właściciele spółek oraz hierarchowie kościoła (tu czytamy „Tygodnik Podlaski”). Jak mówią wszyscy poszkodowani, byli w domach w czasie zajścia. Wielu z nich twierdzi też, że alarmy w ich autach były najwyższej jakości, więc nie było powodu, by czegoś się obawiać. Kolejnym interesującym wspólnym elementem wszystkich zajść jest znajdowany przez śledczych na miejscu zdarzenia niedopałek skręcanego papierosa. Niepasujący, bo jeśli wierzyć na przykład słowom proboszcza parafii pod wezwaniem św. Onufrego w Staroźrebach, na plebanii nikt nie pali. Ktoś inny mówił natomiast, że przecież w garażu był czujnik dymu, a on sam, będąc w tym czasie w mieszkaniu, nic nie poczuł. Leżący na zimnych, samopoziomujących wylewkach dobrze wyposażonych garaży pet jest jedynym śladem pozostawionym przez włamywacza.

rys. Bruno Althamer
rys. Bruno Althamer

Jak mówi rzecznik Komendy Głównej w Opolu, w którym doszło do trzech tego typu włamań, sprawcę charakteryzuje profesjonalizm. Brak odcisków palców, śladów obuwia, czy sprawne działanie przy różnych typach alarmów sugerują, że sprawca bardzo swobodnie porusza się w materii omijania wszelkich systemów zabezpieczeń. Wygląda na to, że mamy tu do czynienia z seryjnym włamywaczem, który upodobał sobie ekskluzywne limuzyny.

Jest nieuchwytny i zdeterminowany. Wszystkich posiadaczy drogich aut prosimy o szczególną uwagę. Wskazówką może być zostawienie zapalonego światła na podjazdach do garaży. Rzecznik dodaje potem, że każdy, kto dysponuje jakimikolwiek informacjami, które mogą pomóc w ujęciu sprawcy, proszony jest o natychmiastowy kontakt z najbliższym posterunkiem policji.

rys. Bruno Althamer
rys. Bruno Althamer

O wyżej wspomnianej determinacji tajemniczego rabusia może świadczyć fakt, że do włamań dochodzi prawie codziennie. Organy ścigania rozkładają ręce: – Jak można złapać kogoś, kogo nie ma? – pyta Starszy Aspirant z Komendy Głównej Stołecznej Policji Maciej K. Na terenie całego kraju, po wszystkich posterunkach i komisariatach krążą już opowieści  o „zbóju”, rabującym dobrze ustawionych i wpływowych obywateli czwartej RP. W tym samym czasie dowiadujemy się z innych źródeł, że w kilku miejscach, na razie na terenie Mazowsza i województwa kujawsko-pomorskiego, zarejestrowano całkiem odmienne przypadki równie anonimowych działań. Mam tu na myśli serię niecodziennych aktów darowizny. Pani Marzena B. od kilkunastu lat prowadzi rodzinny dom dziecka i ma na utrzymaniu dwunastu wychowanków w wieku 4-17 lat. Udzielając wywiadu „Głosowi Mazowsza” mówi, że kiedy wstała jak co dzień o piątej rano, by wyjść do do pobliskiego sklepiku po produkty na śniadanie, zauważyła pod domem dwie europalety na których, jak później się zorientowała, znajdowały się różnej maści produkty spożywcze oraz środki czystości. Jak sama mówi: „Nie wiem, co powiedzieć”.

Spróbuję więc powiedzieć to za nią. Nie wiem, czy obie te sprawy są jakoś ze sobą połączone, ale chciałbym, żeby tak było. Chcę tego dużo bardziej, niż dostrzeżenia odcisków butów Janosika nad brzegiem Dunajca. Chcę żeby Zbój był prawdziwy.

000 Reakcji
Bruno Althamer

Rysownik, Rzeźbiarz, ilustrator. Redaktor efemerycznego periodyku Szumowiny. Laureat nagrody specjalnej fundacji APH. Stara się dzielić czas na wszystkie swoje pasje. Pracuje głównie nocami. Czasami nie odbiera telefonów. Przeważnie oddzwania. Kocha to co robi.

zobacz także

zobacz playlisty