Ludzie |

Joko Anwar: Żyję jak we śnie16.11.2020

kadr z filmu „Gundala”

Tegoroczna edycja Azjatyckiego Festiwalu Pięciu Smaków prezentuje dwa filmy Joko Anwara* – Córka przeklętej ziemi (2019) i Gundala (2019). Są one różne w swojej formie, ale zgodnie doceniane za swoją pomysłowość i warsztat samego reżysera. To twórca przekraczający wszelkie granice filmowej reżyserii. Dzięki festiwalowi możemy obejrzeć w Polsce kawałek indonezyjskiego kina w najlepszym wydaniu.

Córka przeklętej ziemi nawiązuje do kultury teatru cieni, która, wciąż żywa, towarzyszyła reżyserowi w okresie jego dzieciństwa. Ten mroczny horror, łączący wiele konwencji gatunkowych, imponuje dbałością o szczegóły. Jest też tytułem wytypowanym przez Indonezję do startu w wyścigu o przyszłoroczne Oscary (w kategorii Najlepszy Film Międzynarodowy). Gundala okazuje się natomiast całkowitym przeciwieństwem wspomnianego horroru – to superbohaterski film, rozpoczynający filmowe uniwersum wszystkich indonezyjskich herosów. 

W historii Joko Anwara odnajdziemy zarówno opowieść człowieka, który dążył do sukcesu pomimo zróżnicowanych przeszkód, jak również empatię, skromność i niebywałą samoświadomość reżyserską. „Zawsze wiedziałem, że uda mi się zostać twórcą filmowym. W końcu doczekałem się tego zaszczytu. To jak życie we śnie” – mówi nam reżyser.

W swoich produkcjach korzystasz z bogatego, krytycznego doświadczenia – zanim zostałeś reżyserem, pracowałeś jako krytyk filmowy. Twoja wiedza pozwala ci zaakcentować oryginalność twoich pomysłów, potrafisz kurczowo trzymać się swojej własnej wizji. Czerpiesz sporo frajdy z kręcenia filmów, prawda?

Joko Anwar: Zdecydowanie tak. Bycie krytykiem, a przy tym dziennikarzem filmowym, pozwoliło mi zarówno zrozumieć proces tworzenia filmu, jak i fakt, w jaki sposób powinniśmy czytać filmy w ogóle. Zanim zacząłem tworzyć, jeszcze jako mały chłopiec chodziłem do lokalnego kina i już wtedy wiedziałem, że moja przyszłość będzie związana z tą dziedziną. Niemniej nigdy nie ukończyłem żadnej szkoły filmowej. To właśnie pisarskie doświadczenie naprowadziło mnie na dobrą ścieżkę. Kiedy już zostałem reżyserem, postanowiłem, że spróbuję zostać swoim własnym krytykiem filmowym. Ten proces wciąż działa. Kręcąc film, daję z siebie wszystko. Aczkolwiek perspektywa zmienia się dopiero jakiś czas po premierze – gdy oglądam moje filmy nieco później, widzę tylko same niedoskonałości. Wszystkiego się czepiam, wyłapuję błędy. Ja nie mam dla siebie litości! To dobre, ponieważ zauważasz, że w twoim warsztacie wciąż jest miejsce na ulepszenie niektórych elementów. Z drugiej strony nieustannie dążysz do doskonałości. Wynika więc z tego prosty morał: kiedy łączysz te dwa zawody, stajesz się wiecznie niezadowolonym perfekcjonistą (śmiech).

Rodzice nie mieli wystarczających środków, by posłać mnie do szkoły filmowej. Pomyślałem sobie wtedy, że najprostszą drogą do tego świata będzie zostanie dziennikarzem – w ten sposób poznam ludzi liczących się w branży filmowej. Zostałem krytykiem filmowym, ale efekt okazał się przeciwny do zamierzonego.

Miałeś w życiu moment, który sprawił, że zacząłeś pracować jako reżyser i zrezygnowałeś z bycia dziennikarzem? 

To zabawne, bo ja zawsze chciałem zostać reżyserem. Problem był jednak inny. Moi rodzice nie mieli wystarczających środków, by posłać mnie do szkoły filmowej. Pomyślałem sobie wtedy, że najprostszą drogą do tego świata będzie zostanie dziennikarzem – w ten sposób poznam ludzi liczących się w branży filmowej. Zostałem krytykiem filmowym, ale efekt okazał się przeciwny do zamierzonego. Jak się okazało, twórcy filmowi nie bardzo lubią się z dziennikarzami! (śmiech) Na szczęście na mojej drodze stanęła reżyserka, Nia Dinata. Miałem za zadanie przeprowadzić z nią wywiad przy okazji jej najnowszego filmu. Tak wyszło, że zaczęliśmy rozmawiać o scenariopisarstwie, a na koniec rozmowy zapytała mnie, czy chciałbym wręczyć jej jeden ze swoich scenariuszy. Oczywiście zrobiłem to, a następnego dnia zaproponowała mi napisanie kolejnego filmu – dla niej. Dwa lata później mój scenariusz został wykorzystany w nowej produkcji – wtedy już ja go wyreżyserowałem. Zawsze wiedziałem, że uda mi się zostać twórcą filmowym. W końcu doczekałem się tego zaszczytu, to jak życie we śnie.

Joko Anwar, fot. materiały prasowe
Joko Anwar, fot. materiały prasowe

Patrząc na twój ostatni horror, Córka przeklętej ziemi (2019), można odnieść wrażenie, że twoja praca jest o wiele bardziej wyzwolona, spełniasz swoje marzenie, posiadasz dużą wolność artystyczną. W Córce... prowadzisz przebiegłą grę z widzem. Nakazujesz mu oglądać, bać się, dopiero potem pozwalasz zrozumieć sytuacje rozgrywające się na ekranie. Masz nad nim pełną kontrolę. Co dokładnie próbowałeś osiągnąć?

Niektórzy filmowcy próbują opowiadać historie, inni chcą coś przekazać widzowi. Jednak zawsze kluczowa okazuje się rozrywka, to ona powinna stać wyżej od reszty czynników i to ją cenię najbardziej. Film musi stać się dla widza przeżyciem, doświadczeniem, które zainteresuje go, a następnie pozwoli reżyserowi dołożyć swoje kilka groszy. W Córce przeklętej ziemi zależało mi, by typowego widza zadowolić strachem. Pozwolić mu się bać. Ja sam jestem kinomaniakiem i wiem, w jaki sposób chcemy poczuć się kinie; lubimy zagłębiać się w świat filmu, dajemy mu swoisty kredyt zaufania. Aby dana opowieść nas zaczarowała, potrzebujemy postaci, którym uwierzymy, a także historii, której nie uda nam się od razu rozgryźć. Właśnie te czynniki chciałem uwzględnić w tym filmie. By film się podobał, całość musi się idealnie komponować – liczba bohaterów, kadrowanie, długość sekwencji, chronologia scen. To złożony proces, którego efekt zobaczymy dopiero w kinie, kiedy widz ogląda produkcję od początku do końca. Jeśli dostarczę mu tej rozrywki, wyjdzie zadowolony. 

W tym przypadku rozrywka łączy się z dynamiką twojego scenariusza. Pierwsze pół godziny przypomina powolny thriller z tajemnicą w tle, dopiero potem rozpoczyna się prawdziwe gore. Trzeba przy okazji podkreślić, że to twoja oryginalna, pełnoprawna koncepcja. Co powinniśmy o niej wiedzieć przed obejrzeniem filmu?

Jeśli chcemy poznać początki tego scenariusza, musimy cofnąć się do mojego dzieciństwa. Kultura teatru cieni jest bardzo bliska Indonezji, do dzisiaj jawi się jako prominentna i to do niej nawiązuje w Córce. Wiąże się ona z Jawą, jedną z najpopularniejszych wysp z naszych okolic, z której wzięły się wszelkie mity związane z tym rodzajem teatru. Kiedy miałem 10 lat, mój brat opowiedział mi o tym, że laleczki wykorzystywane w teatrze nie są robione ze skóry krowy… a właśnie z ludzkiej. Przeraziło mnie to, ale następnie zainspirowało – to przecież intrygujący materiał filmowy. Scenariusz ukończyłem 10 lat temu. Pomyślałem jednak, że taki temat wymaga większej dojrzałości reżyserskiej. W tym czasie miałem na koncie jedynie 2 pełnometrażowe tytuły. Dlatego postanowiłem poczekać.

Trailer: Córka przeklętej ziemi (reż. Joko Anwar, Indonezja 2019)

Starasz się zarysować obraz indonezyjskiego społeczeństwa. Wprowadzasz metakomentarz do samego gatunku, jakim jest horror, pokazujesz, jak ważna jest wspólnota w twoim kraju, ile tak naprawdę znaczy instytucja rodziny.

Są rzeczy, które pragnę powiedzieć w tym filmie, ale w głównej mierze staram się podkładać widzowi wskazówki, z których on sam wyciągnie własne wnioski. Córka przeklętej ziemi będzie dla typowego widza egzotyczna, jako że większość z nas mieszka w mieście, zaś akcja dzieje się w małej wiosce, gdzieś w głębi lasu. Nie chciałem w tym filmie sprzedać jakiegokolwiek eskapizmu kulturowego, panowałem nad tym, by całość wydała się dla widza bardzo bliska. Chciałem przedstawić delikatną historię o roli rodziny – zarówno w społeczeństwie, jak i w kontekście jednostki, która przecież tę rodzinę kocha. Moim zadaniem było stworzenie plastycznych postaci, o które ludzie będą chcieli się troszczyć.

Przed Córką nakręciłeś jeszcze jeden film grozy: Słudzy diabła, równie krwawe i przerażające doświadczenie. Romansujesz z tym gatunkiem dopiero od niedawna. Skąd to zamiłowanie?

Kino, o którym wspominałem, grało tylko i wyłącznie horrory – ja wychowałem się na tego typu filmach! (śmiech). Nawet jeśli ograniczenia wiekowe nie pozwalały mi na zapoznanie się z danym filmem, ja i tak go oglądałem, chodziłem do tego kina, jakimś cudem udawało mi się wcisnąć na seans. Nie zmienia to faktu, że kocham wszystkie gatunki filmowe. Nakręciłem w swoim życiu 8 filmów i tylko 2 z nich nawiązują do horroru. 

W zeszłym roku premierę miał twój superbohaterski film – Gundala (2019), zrodzony z pasji do komiksów, w których dawno temu się zaczytywałeś. Macie u siebie całe uniwersum, rozmiarami przypominające amerykańskie odpowiedniki. Jak wspominasz powrót do tego świata fantasy?

kadr z filmu „Gundala”
kadr z filmu „Gundala”

Gdy dorastałem w latach 80., panowała ogromna bieda, nie mieliśmy dosłownie niczego. Istniały dwie opcje: idziesz oglądać filmy albo czytasz komiksy. Tak się zdarzyło, że kochałem obie te czynności (śmiech). Same komiksy mogłem jedynie wypożyczać, nie było mnie stać na własne egzemplarze. Jednym z moich ulubionych bohaterów był tytułowy Gundala, prawdopodobnie dawał najwięcej czytelniczej frajdy. Historia jest po prostu fantastyczna, zabawna, do tego i ludzka. Wiele żartów funkcjonowało jako komentarz do ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej w Indonezji, to wszystko było bardzo pouczające. Gdy producenci zaoferowali mi nie tylko wyreżyserowanie Gundali, ale stworzenie od podstaw całego kinowego uniwersum, od razu powiedziałem „tak”. Stałem się artystycznym „architektem”, zająłem się tworzeniem filmowych historii danych postaci. I tak się zaczęło.

GUNDALA Official Trailer (2020) Superhero Movie

W jaki sposób traktujesz Gundalę? Czy to odpowiedź na amerykańskie kino superbohaterskie? Mam wrażenie, że bardziej wygląda na coś w rodzaju alternatywnego substytutu dla indonezyjskiego widza. Kręcisz ten film i krzyczysz: „hej, my też mamy swoich herosów, nie zapominajcie o tym!”. 

Dawno temu w ogóle nie miałem pojęcia o istnieniu komiksów spod szyldu Marvela i DC! (śmiech). Nasze legendy różnią się tym, że dzieje indonezyjskich herosów nie wykraczają poza ziemską sferę. Bliżej im do mitologicznego mistycyzmu niż science-fiction. Sam Gundala nie czerpie przecież swojej mocy z kosmosu. I tak, w żadnym wypadku nie będzie to odpowiedź na bohaterskie blockbustery z Ameryki. Byłoby to bardzo nieroztropne, gdybyśmy przyjęli taki rodzaj narracji w naszej PR-owej polityce. W żaden sposób nie można ich porównywać. Budżet Gundali wyniósł jedynie dwa miliony dolarów, co jest niczym w porównaniu ze środkami, jakimi dysponują największe wytwórnie w Stanach. 

Jeśli chodzi o portretowanie świata przedstawionego: na ile czerpiesz z samego komiksu, a na ile jest to twoja własna wizja? W jaki sposób łączysz świat filmu z tym fantastycznym?

Od samego początku było jasne, że w prezentowanych opowieściach nie możemy inspirować się komiksowymi pierwowzorami, stąd też istniała większa swoboda na wkomponowanie własnych koncepcji. Kiedyś sposób opowiadania w komiksach był bardziej subtelny, jako że panowała powszechna cenzura. W dzisiejszych czasach możemy sobie pozwolić na większą swobodę, dlatego postanowiłem umieścić w Gundali komentarz na temat kondycji dzisiejszego społeczeństwa. Stąd też modyfikacja bohaterów – muszą oni wpasować się w aktualnie panujący nurt. Przykładowo, złoczyńcy pojawiający się w filmie są moim autorskim pomysłem.

Nie czuję się w Indonezji jak gwiazda. Twórcy filmowi pracują tutaj tak jak inni ludzie, nie ma żadnych barier pomiędzy ekipą filmową, wspólnie rozmawiamy, wszyscy traktowani są na równi, jak jeden wspólny kolektyw.

Planujemy kręcić kontynuację w grudniu, tym razem o bohaterce, która pojawia się w Gundali dosłownie na chwilę: jest taka scena pod koniec filmu, gdzie zatrzymuje samochód i wpływa na losy protagonisty, to właśnie o niej mowa. Tym razem to nie ja będę reżyserem, ale jestem dumnym współtwórcą scenariusza, a przy okazji jego producentem. Drugą częścią Gundali zajmę się ja, ale to dopiero w 2021 roku. Działa to w podobny sposób do amerykańskiego systemu – parę osób trzyma pieczę nad całym projektem, a wszelkie filmy traktowane są jak podrozdziały większej opowieści.

Film był ogromnym sukcesem w Indonezji! Patrząc na twojego Instagrama, możemy odnieść wrażenie, że jesteś tamtejszą filmową „gwiazdą rocka”. Ludzie doceniają tam twoje filmy, w takich momentach musisz czuć się szczęśliwy.

Nie czuję się w Indonezji jak gwiazda. Twórcy filmowi pracują tutaj tak jak inni ludzie, nie ma żadnych barier pomiędzy ekipą filmową, wspólnie rozmawiamy, wszyscy traktowani są na równi, jak jeden wspólny kolektyw. Na co dzień czuję się jak normalna osoba, zobacz, to moje skromne i bardzo małe mieszkanie! [Joko oprowadza nas po salonie, śmiejąc się – przyp. red]. Masz rację, uważam, że jestem szczęściarzem, bo jako reżyser mam sposobność wyrażania moich uczuć – i to jest świetne! Jeżeli choć jedna osoba wzruszy się zaprezentowanym przeze mnie materiałem, wtedy odczuwam największy rodzaj szczęścia. Czuję się bardzo spełniony. Wiesz dobrze, jako widz, że za każdym razem, kiedy oglądasz coś wartościowego, odnajdujesz w tym inspirujące cię fragmenty. Takie, które powodują, iż jesteś lepszą osobą, albo lepiej rozumiesz jakieś zagadnienie. Co więcej, istnieją filmy będące w stanie zmienić nasze życie. Wtedy jest to największy przywilej dla reżysera.

kadr z filmu „Gundala”
kadr z filmu „Gundala”

Jaki film zmienił twoje życie?

[Anwar pokazuje całkiem spory tatuaż na swojej ręce – przyp.red.]. Właśnie ten, Lewy sercowy z 2002 r. w reżyserii Paula Thomasa Andersona. Dlaczego? Ponieważ w tamtym okresie byłem bardzo sceptycznie nastawiony do relacji międzyludzkich. W momencie, w którym obejrzałem ten film, on kompletnie mnie zmienił. Poczułem, że znów patrzę optymistycznie na kwestie miłości i związków. To mały-wielki film, o uczuciu, którego motorem napędowym jest siła. Nie spodziewałem się po nim tak potężnego przekazu. Jest wspaniały.

Mówisz o doświadczeniu, które zyskałeś podczas kręcenia filmów i ich oglądania. Gdybyś swoją ścieżkę zaczynał w tym momencie – odnalazłbyś się?

Pewnie zabrzmi to jak często słyszany frazes, jakaś klisza, ale w swoich filmach zawsze daję sto procent siebie. Nie zmienia to faktu, że miałem trudne momenty, choć całe szczęście mam je za sobą – może dlatego nie chciałbym do nich wracać. Im więcej nakręcisz, tym lepszy się stajesz w swojej dziedzinie. Najważniejsza jest w tym wszystkim ta dojrzałość, która przychodzi dopiero po czasie. Musimy być cierpliwi i ciężko pracować, wtedy staniemy się o wiele bardziej świadomymi twórcami. Chciałbym mieć możliwość debiutowania z wiedzą, którą mam już teraz, z poprzednich filmów. Wtedy byłoby mi o wiele łatwiej (śmiech).

kadr z filmu „Gundala”
kadr z filmu „Gundala”

Jakie są twoje plany na przyszłość w dobie pandemii, czy sytuacja podcięła ci skrzydła jako reżyserowi? Kina w Indonezji przeżywają teraz swój mały kryzys.

Pracuję teraz nad nowym filmem fabularnym, ale producenci nie pozwalają mi jeszcze dzielić się tytułem. Z oczywistych powodów nie wiemy, kiedy dokładnie wypuścimy naszą nową produkcję. Skończyliśmy go kręcić stosunkowo niedawno, materiał mamy zrealizowany, więc przy dobrych wiatrach wypuścimy go pod koniec tego roku. Jeśli jednak sytuacja dla indonezyjskich kin się pogorszy, będziemy zmuszeni przesunąć premierę o parę miesięcy. Praktycznie wszystkie kina w Indonezji są nadal zamknięte – wydaje mi się, że tylko trzy miasta mają otwarte placówki. Nie oszukujmy się, sytuacja w moim kraju jest po prostu zła. Wirus bardzo mocno uderzył w formę dystrybucji, jaką są kina – szczególnie w Indonezji. Wszystkie plany, jakie mieliśmy, zostały wstrzymane. Mieliśmy o tyle szczęście, że przed pandemią w marcu kina w Indonezji było u swojego szczytu. Sprzedaliśmy najwięcej biletów w historii Indonezji! Kiedy pandemia się skończy, powinno być nam o wiele łatwiej. Wierzę, że ludzie ufają nam, indonezyjskim twórcom filmowym.

*Joko Anwar – indonezyjski reżyseri i krytyk filmowy. Urodzony w Medanie. Dorastał na oglądaniu horrorów i filmów kung fu, które ukształtowały jego późniejszy gust. Zaczynał jako dziennikarz filmowy. W 1999 został dziennikarzem „The Jakarta Post”, potem działał jako krytyk filmowy. W 2003 roku spotkał reżyserkę, Nię Dinatę. Współpraca z nią owocuje jego debiutem filmowym – Janji Joni z 2005 roku. Ma na koncie 8 pełnometrażowych filmów. Jego ostatnie dzieła wiążą się głównie z horrorem, jednak wcześnie lubował się w arthouse’owym kinie. Sporadycznie występuje jako aktor.

Niedługo startuje Azjatycki Festiwal Filmowy 5 Smaków. Od 25 listopada do 6 grudnia na autorskiej platformie VOD pojawi się blisko 50 tytułów w 7 tematycznych sekcjach: Podróż do Azji, Kino ze smakiem, Azjatycki VR, Parasites, Hongkong dziś, Nowe kino Azji i Asian Cinerama. Papaya.Rocks jest patronem medialnym wydarzenia. Więcej informacji można znaleźć TU.

 

Czechofil, audiofil i entuzjasta tenisa. Uwielbia wywiady, rozmowa z pasjonatami to dla niego sama przyjemność. Pisuje dla Film.org.pl, współpracuje z portalem Movies Room, publikował dla Filmawki. Założyciel witryny Culture Cafe, na którą serdecznie zaprasza.

zobacz także

zobacz playlisty