Ludzie | Papaya.Rocks

Lubimy się zaskakiwać! 11.12.2018

fot. materiały prasowe

Niezwykła więź ojca z synem to coś, czego nie da się stworzyć na siłę. Wzajemne zrozumienie, szacunek, ale też autentyczna przyjaźń i nieustanna chęć zaskakiwania się mają ogromną wartość dla Mariusza Florka i jego syna Szymona. Dlatego kiedy 14-latek dostał szansę uszczęśliwienia bliskiej mu osoby, nie zastanawiał się długo, kto nią będzie. Miał okazję zrobić to w programie TVN „Drzewo marzeń”, w którym dzieci spełniają marzenia dorosłych – często nieosiągalne lub od lat spychane na dalszy plan. W każdym odcinku prowadzący program, Mateusz Gessler, wybiera trzy zawieszone na gałęziach tytułowego drzewa karteczki z życzeniami, które następnie są realizowane. A jako że dziecięca wyobraźnia nie zna granic, w programie dozwolone jest niemal wszystko. Szymon wpadł na pomysł, żeby cofnąć się w czasie do... dzieciństwa taty! Ten nie pozostał dłużny i kiedy tylko nadarzyła się okazja, odwdzięczył się synowi. W ramach organizowanej przez Mastercard akcji „Bezcenne Niespodzianki” wymyślił dla chłopaka niezwykłą podróż. Zapytaliśmy Mariusza Florka, skąd wzięły się ich wzajemne niespodziankowe pomysły i czym lubią się zaskakiwać na co dzień.


Jak wyglądała niespodzianka, którą sprawił panu syn? 

Mariusz Florek: Miałem szansę przenieść się w czasy dzieciństwa i spędzić jeden dzień w PRL-u. 

Skąd taki pomysł w głowie nastolatka?

Często opowiadałem Młodemu o moim dzieciństwie, o tym, jak to kiedyś było. On jest ciekawy świata, świetnie zna historię, a moje wspomnienia go zainteresowały. No i tak sobie wymyślił, żeby na jeden dzień przenieść staruszka w czasie (śmiech).

Był pan zaskoczony?

Kiedy pod firmę podjechała milicyjna nyska, pomyślałem, że kręcą jakąś reklamówkę czy serial. Potem usłyszałem swoje nazwisko. Wtedy w ogóle nie docierało do mnie, że za tym wszystkim może stać Szymon. Nawet gdy Mateusz (Gessler – przyp. red.) w stroju milicjanta zakuwał mnie w kajdanki, byłem pewien, że jestem w ukrytej kamerze albo że to szef chce mi wykręcić jakiś numer.

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe

Co działo się dalej?

Wsiadłem do nyski i rozpoczęło się przesłuchanie. Dowiedziałem się, że ktoś na mnie doniósł. Tamtych kilku minut nie zapomnę do końca życia! Myśli kłębiły się w mojej głowie i nijak nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na pytanie, kto i w jakim celu mógł na mnie nasłać milicję! (śmiech) Emocje sięgały zenitu, kiedy z paki wyskoczył Szymon. Bardzo się wzruszyłem – po pierwsze dlatego, że nie spodziewałem się, że to on za tym wszystkim stoi, po drugie – uświadomiłem sobie, że jestem prawdziwym szczęściarzem, bo mój syn postanowił zrobić oryginalny prezent właśnie mnie.

A tymczasem to był dopiero początek tej przygody... 

Tak, najpierw przejechaliśmy się nyską po mieście, miałem nawet okazję usiąść za kółkiem! Potem odwiedziliśmy Muzeum Czar PRL-u, w którym czekały na mnie atrakcje, np. zgadywanie potraw i smaków z dzieciństwa czy gra na konsoli z tamtej epoki. Kontynuacją niespodzianki było spotkanie wychowawczyni, nauczycieli i kolegów z podstawówki, którą skończyłem 25 lat temu. 

Dodatkiem do prezentu-niespodzianki było to, że mógł pan spędzić niezapomniany dzień z synem. Lubicie swoje towarzystwo?

Tak, jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, często rozmawiamy, mój syn jest moim największym przyjacielem i mam wrażenie, że ja jego również. Co jakiś czas organizujemy w domu DKF, czyli „Dyskusyjny Klub Florków”, podczas którego poruszamy przeróżne tematy, nawet te trudne. Organizujemy też sobie „męskie soboty”, czyli wspólne wypady na flippery, do kina czy centrum rozrywki. Poza tym bardzo lubimy się zaskakiwać. Taka niespodzianka w moim wydaniu wygląda tak, że mówię Młodemu, że jedziemy na zakupy do marketu, a tak naprawdę mam już w bagażniku spakowaną jego walizkę i robimy sobie wypad do Białowieży albo szlakiem zamków krzyżackich. Co ciekawe, na początku nie lubił tej niepewności tuż przed odkryciem niespodzianki, ale szybko zrozumiał, że skoro zawsze stoi za tym coś fajnego, to warto cierpliwie poczekać na finał. 

Szymon i Mariusz Florek (fot. archiwum rodzinne)
Szymon i Mariusz Florek (fot. archiwum rodzinne)

W ramach „Bezcennej Niespodzianki” mógł się pan zrewanżować w swoim stylu, ale w trochę większej skali...

Tak, wymyśliłem dla niego podróż do Stanów Zjednoczonych, bo wiedziałem, że jest to jego największe marzenie. Syn zakochał się w Stanach, od kiedy kilka lat temu po raz pierwszy wziął udział w wakacyjnych zajęciach w powiatowym domu kultury, które prowadzą Amerykanie. Młodzież szlifuje podczas nich język, poznaje historię Stanów, bierze udział w zabawach artystycznych i sportowych. A najfajniejsze jest to, że w tym roku Szymon zafascynował się musicalem granym na Broadwayu, który opowiada o jednym z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych – Alexandrze Hamiltonie. Zaczął nawet szukać w sieci informacji o spektaklach, bo uznał, że choćby nie wiem co, musi go zobaczyć! A kilka dni później dowiedział się, że zobaczy go wcześniej, niż mógł to sobie wymarzyć. 

Jak zareagował na wieść o wycieczce?

Był przeszczęśliwy! Zamurowało go, w pewnym momencie zabrakło mu słów, co dotychczas jeszcze nigdy się nie zdarzyło! (śmiech). Przy naszych dochodach musielibyśmy długo oszczędzać, żeby polecieć do Stanów choćby na dwa tygodnie, a dzięki „Bezcennej Niespodziance” zabiorę syna w podróż życia już w przyszłe wakacje! Oczywiście tradycji musi stać się zadość, dlatego nie obędzie się bez niespodzianek na miejscu – ale o nich na razie cicho sza!

000 Reakcji
Papaya.Rocks / @papaya.rocks

zobacz także

zobacz playlisty