Ludzie | Ola Sobieraj

Michael Bierut: dizajn jest demokratyczny08.10.2018

Fot. Jake Chessum

Jeden z najważniejszych światowych projektantów graficznych. Uczeń legendarnego Masima Vignelliego i członek największej grupy produkcyjnej Pentagram. Nam opowiada o swoich inspiracjach i swojej współpracy z Hillary Clinton.

W Polsce ukazała się właśnie twoja książka Raz mnie widzisz, raz nie widzisz i inne eseje o dizajnie (wyd. Karakter). Do kogo kierujesz tę publikację?

Projekt powstał nie tylko z myślą o projektantach, ale i o ludziach, którzy dizajn omijają szerokim łukiem. To książka o uniwersalności projektowania i odczytywaniu go w sposób międzynarodowy. Poza tym jestem projektantem w średnim wieku i mam za sobą duży bagaż doświadczeń, dlatego moje eseje mogą pomóc wielu zagubionym twórcom się odnaleźć oraz zaciekawić niezainteresowanych. Teksty przenoszą czytelnika w świat projektowania z lat ‘80, ‘90 i ‘00, więc śmiało i dość nieskromnie powiem, że wyszła z tego książka o antropologii kultury.

Czy miałeś kiedyś do czynienia z polskim dizajnem?

W czasie studiów byłem zafascynowany polskimi filmami, ale moim największym odkryciem była polska szkoła plakatu. Nie znając języka poszukiwałem afiszów i zafascynowałem się tym, jak twórcy kreują ten metaforyczny model promocji. Myślę, że autorzy tych plakatów wiedzieli wtedy o sztuce użytkowej znacznie więcej niż my w USA. Sam nigdy w Polsce nie byłem, ale to stamtąd pochodzą moi dziadkowie. Wiem, że babcia byłaby dumna wiedząc, że znalazłem tam czytelników i ludzie chętnie sięgają po moje książki.

Czy zauważasz jakieś zmiany dotyczące pracy grafika na przestrzeni lat? Kreacja wyglądała kiedyś inaczej?

Proces projektowania zawsze był i będzie bardzo złożony. Teraz, kiedy dostaje jakiś projekt, pochylam się nad nim tak samo, jak robiłem to 10 czy 20 lat temu. Wygląda to mniej więcej tak: łapiemy się z moją grupa, rozmawiamy, omawiamy wszystkie za i przeciw. To ważne, żeby dizajn nie był oderwany od rzeczywistości, a z nią współegzystował. Dzięki technologii możemy po prostu działać szybciej. Pewne rzeczy są jednak niezmienne, a każdy początek projektu wygląda dla mnie tak samo – biorę do ręki flamaster, kartkę papieru i patrzę się w przestrzeń. Teraz wszystko opiera się głównie na komunikacji z teamem i klientem. Wszystko dzieje się znacznie szybciej, a pomysły ewoluują w zawrotnym tempie. Dzieje się tak głównie dzięki, albo może przez, klientów. Czasem coś, co kiedyś mogło trwać tygodniami, dzisiaj rozgrywa się w parę godzin.

Jaki projekt czy logo uważasz za przełomowe?

Kiedy zaczynam projektowanie logotypu zawsze przypominam sobie logo firmy QUARK, które widziałem z okna pokoju w moim domu rodzinnym. Jako mały chłopiec przyglądałem się temu napisowi i analizowałem jego kształt. To właśnie to logo zainspirowało mnie do tworzenia – przez lata wspominałem je i marzyłem, żeby zrobić coś podobnego.

Zastanawiałem się też nad tym, jak wielką siłę ma w rękach projektant, który wymyśla logotyp – jego dzieło ma służyć przez lata i wciąż być jasnym nośnikiem. Logo musi być proste, a równocześnie mocno abstrakcyjne – tak, aby każdy mógł zinterpretować je na swój sposób. Myślę, że takimi przełomowymi logotypami jest znaczek Nike i Apple – to bardzo proste rysunki.

A która twoja praca jest dla ciebie szczególnie ważna?

Ostatnio głośno było o logotypie do kampanii Hillary Clinton, który zaprojektowałem. Postawiliśmy na prostotę, ponieważ chcieliśmy uniknąć niepotrzebnych dyskusji, które mogłyby przeszkodzić w jasnym przekazie. Moim głównym celem było stworzenie neutralnego logo, który paradoksalnie każdy mógłby zaprojektować. Kreowanie tego logotypu przypominało trochę pieczenie ciastek – było domowo i naturalnie.

Fot. Materiały Promocyjne
Fot. Materiały Promocyjne

Jak dizajn zmienia naszą rzeczywistość? Myślisz, że otaczając się dobrym i ciekawym wzornictwem możemy zmienić świat na lepsze?

Jak najbardziej. Czuję, że nawet w tym momencie świat jest zdecydowanie lepiej zaprojektowany, niż kiedyś. Niezależnie, gdzie jesteśmy i w jakiej przestrzeni się obracamy, widać, że zaprojektowane jest już prawie wszystko –  od miast, po parki narodowe. Ja widzę to tak – zaprojektowane są nie tylko przedmioty, ale i sposób w jakim się komunikujemy i mówimy. Dizajn ma wpływać na to, jak jeździmy (poprzez Ubera), a także jak się umawiamy (głównie dzięki randkowym aplikacjom). Doszliśmy do momentu, w którym wszystko jest perfekcyjnie zaprojektowanym doświadczeniem. To właśnie dizajn w dużej mierze warunkuje naszą lojalność wobec marek i firm. Myślę, że jest w tym coś mistycznego, choć przez mój wiek być może podchodzę do tego z dystansem. Współcześnie najważniejsze jest to, żeby dizajn pozostał demokratyczny, nie manipulował nami i dawał pole do samorozwoju.

000 Reakcji
Ola Sobieraj / @sobierajka

Redaktorka

zobacz także

zobacz playlisty