Ludzie | Papaya.Rocks

Drzwi w drzwi21.11.2018

Przedmioty dzielą się na takie, które da się naprawić i takie, które po kilku latach użytkowania trzeba zastąpić nowymi. Niestety, coraz częściej zepsute rzeczy się wyrzuca, zamiast zwrócić się o pomoc do doświadczonego eksperta lub rzemieślnika. Wciąż są jednak tacy, którzy chcą przywracać rzeczom, które posiadają, dawną świetność. Zwracają się wtedy do artystów w swoim fachu. Wśród nich są m.in. pan Adam Janasz i pan Romuald Łukasik – szewc i kaletnik, którzy naprawiają przedmioty przy ulicy Śniadeckich 1/15 w Warszawie.

Mastercard: Szewc i Kaletnik

Częstym problemem rzemieślników jest to, że ich zakłady nie są dostatecznie widoczne i przez to potencjalni klienci nie wiedzą o ich istnieniu, nawet jeśli codziennie przechodzą w pobliżu. Między innymi z tego powodu Mastercard stworzył platformę :DobryZnak, która wspiera najemców i właścicieli lokali użytkowych w rozwoju biznesu. W ramach akcji Mastercard zaprojektował też i ufundował nowe szyldy dla pana Adama i pana Romualda. Jakiś czas temu pana Adama odwiedziły osoby odpowiedzialne za akcję „:DobryZnak” i zaproponowały, że wymienią szyld w jego zakładzie szewskim. Pan Adam się zgodził, ale postawił jeden warunek – zażyczył sobie, żeby nowy szyld otrzymał także jego sąsiad – kaletnik Romuald. – Myślę sobie: a co, sam będę wisiał? We dwóch przecież raźniej! – śmieje się szewc. Panowie znają się 7 lat, od kiedy pod adres wprowadził się pan Romuald. Sam pan Adam przyjmuje klientów na Śniadeckich dużo dłużej, bo aż 39 lat. Działający po sąsiedzku rzemieślnicy regularnie się odwiedzają i ze sobą rozmawiają, kiedy robią sobie przerwę w pracy. – Zwykle przychodzę do pracy wcześniej niż on, więc jak się pojawi, to zawsze przyjdzie się przywitać i pogadać. Czasem sobie pomagamy. Odbieramy za siebie paczki, a nawet obsługujemy swoich klientów, jeśli któregoś z nas akurat nie ma – on przyjmie od kogoś buty, a ja torbę – mówi pan Adam.

Okazuje się, że dobre stosunki pomiędzy szewcem a kaletnikiem to rzecz rzadka, bo zwykle przedstawiciele obu profesji darzą się niechęcią – nawet jeśli ta traktowana jest z przymrużeniem oka. – Pamiętam, że na zebraniach cechowych, np. na świątecznym śledziku zawsze wznosiło się toasty: „precz z szewcami, niech żyją kaletnicy!”, na co szewcy oczywiście odpowiadali swoim „precz z kaletnikami, niech żyją szewcy!”. Ale to oczywiście tylko w żartach – zapewnia pan Romuald. – Adam to sympatyczny człowiek. Ma rozsądne podejście do życia, zbliżone do mnie – dodaje. – Jak po sąsiedzku się będzie darło koty, to co to za życie. Tam, gdzie się urodziłem, w miejscowości Stromiec w okolicach Białobrzegów nad Pilicą, z nikim się nie kłóciłem, to teraz miałbym zacząć? I to jeszcze z sąsiadem? – pyta retorycznie pan Adam.

Przed inwestycją w „ :DobryZnak” oba szyldy – szewski i kaletniczy nie przyciągały uwagi, a indywidualne próby promocji nie zawsze dobrze się kończyły. – Usiłowałem czasem wystawiać na ulicę taki koziołek z informacją o moim zakładzie, ale w końcu dostałem za to mandat, więc się poddałem – wspomina pan Romuald. – Dlatego kiedy za namową Adasia zaproponowali mi szyld, od razu się zgodziłem! – dodaje. Pan Romuald zwraca też uwagę na jakość szyldu. – Doceniam, jeśli coś jest wykonane starannie. Jestem pewien, że gdybym sam się za to zabrał i np. zlecił komuś zrobienie szyldu, to nie wyszłoby tak dobrze, jak w tym przypadku. Wszystko było z nami konsultowane – m.in. projekty i sposób wykonania. Przynieśli mi wzór, na którym była szpulka nici, więc zasugerowałem, żeby dodać też igłę. No i jest igła! – wspomina pan Romuald.

Na ulicach polskich miast rzemieślników jest coraz mniej – głównie dlatego, że zamiast naprawiać nasze buty, płaszcze czy torebki, po prostu sięgamy po nowe. I mimo że to rozwiązanie wydaje się najszybsze i najwygodniejsze, na dłuższą metę jest szkodliwe, także dla środowiska. Niestety, coraz rzadziej docenia się ręczną, staranną pracę rzemieślnika, zastępując ją identycznymi przedmiotami z masowej produkcji. – Młodzież chodzi w trampkach, a tego się nie naprawia, nawet jak by się chciało – mówi pan Adam. – W branży brakuje młodych, szkół zawodowych nie ma już od 20 lat albo i lepiej. Została nas garstka, a mimo to niektórzy i tak nie mogli nas znaleźć, kiedy potrzebowali naprawy – dodaje.
Mamy nadzieję, że nowe szyldy w pracowniach pana Adama i pana Romualda pomogą zwrócić uwagę na niezwykły kunszt rzemieślników i ułatwią dotarcie do ich zakładów. Szczególnie, że nie chodzi tylko o ich potencjalny zarobek. – Ja nie muszę pracować, bo od prawie 15 lat jestem na emeryturze – mówi pan Adam. – Tylko co ja będę w tej chałupie robił? Usiądę na ławce i chmurki będę liczył? Świra można dostać, wolę sobie przyjść tutaj, porozmawiać z klientami i podłubać. Nie traktuję tego zajęcia jak harówy, bo to dla mnie zabawa. 54 lata pracuję w tym zawodzie. I w kwestii butów nie ma dla mnie zagadki – dodaje.

Zawód rzemieślnika to tradycja, pasja i umiejętności, które zdobywa się przez lata. Żeby wspierać działalność lokalnych fachowców, Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze stworzyło projekt „Warszawscy Rzemieślnicy”. Dzięki niemu można w jednym miejscu znaleźć informacje o zakładach rzemieślniczych w danej stołecznej dzielnicy. Do tej pory członkowie stowarzyszenia odszukali i odwiedzili ponad 400 zakładów w Śródmieściu, na Żoliborzu, Woli, Pradze Północ i Pradze Południe. Owocem ich pracy jest strona-mapa rzemieslnicy.miastojestnasze.org, a także plakaty i mapki w wersji papierowej, które pozwalają łatwo odszukać rzemieślnika w naszej okolicy.

000 Reakcji
Papaya.Rocks / @papaya.rocks

zobacz także

zobacz playlisty