Cykl Daleko w domu to reakcja portalu PAPAYA.ROCKS na okoliczności, z którymi wszyscy się dziś mierzymy. Sklepy, ulice, teatry, bary, kina w związku ze światową pandemią opustoszały. Życie społeczne zamarło, a jego bohaterowie zostali w domach.
Dla mnie izolacja jest trudniejsza niż dla innych, bo jestem jednocześnie na chemioterapii. Spotykam się z wnuczką i synem, bo po prostu zaistniała taka konieczność. Wiem, że mam niższą odporność, ale walczą we mnie dwie postawy – przekonanie, że w zasadzie nic mi nie jest ze świadomością, że jednak choruję. Nachodzą mnie też takie refleksje, na które nie zwraca się uwagi, jak się jest młodszym. Moja babcia, Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, chowała w komórce na Podkarpaciu rodzeństwo żydowskie. Miała troje dzieci, z czego najmłodsze w wieku 5 lat, ryzykowała życiem swojej rodziny. Naprawdę są trudniejsze momenty niż koronawirus i rak, co oczywiście nie zmienia faktu, że nie są one przyjemne. Nie można zbytnio ryzykować, ale też nie dajmy się zwariować.
Pracuję jako dziennikarka, ale teraz jestem na zwolnieniu lekarskim. Chwała Bogu, że wszyscy się zatrzymali w tej pandemii. To jest na pewno po coś, ale jeszcze nie wiem po co. Mam poczucie, że owszem, traci wiele firm, ale one wcale nie wypełniają naszych najważniejszych potrzeb. Mój zawód, który kocham, też mieści się w tej kategorii. Nie ma nic wspólnego z przetrwaniem. Ludzie w czasie Wojny przez 5 lat nie wiedzieli, co będzie jutro, a nas dziś wkurza to, że nie możemy pójść do lasu? Mój dziadek, rocznik 1889, który przeżył trzy wojny i Powstanie Wielkopolskie, zaczynał często całkiem od zera, nie mając nawet łyżki ani butów. Pewnie, że się teraz martwimy ZUSami, srusami i zdolnością kredytową. Na to też jest miejsce, ale trudno mi powiedzieć, co to wszystko znaczy, mam różne niejednoznaczne myśli.
Żeby nie oszaleć, zaczęłam pisać książkę dla mojej wnuczki Zosi, która uczy się czytać. To przygodowa opowieść o poszukiwaniu skarbów z elementami magii, a dla mnie dwie pieczenie na jednym ogniu. Książka spodobała się też mamie wnuczki i jej drugiej babci. Siadam i zapisuję kolejne fragmenty jak coś mi przychodzi do głowy. Bohaterką książki jest Eleonora „Nora” i Klemens nazywany „Klimkiem”, ciotka Bo i wuj Makary. Jadą razem na wakacje do mojego ukochanego Beskidu Niskiego. Tam spotykają się w miejscowości Małe Skarpetki, które kiedyś nazywały się Skarpitki. Pod lasem jest tajemniczy domek, Chyra (chyrza) Szeptów, w którym mieszka wiedźma, a oficjalnie: emerytowana profesorka filozofii na Uniwersytecie. To na razie tylko początek opowieści.
Moje obecne życie to skomplikowana układanka. Poza chemią niedawno przebyłam operację, ale to w zasadzie pikuś. Gorzej, że mam chory ząb, którego nie mogę wyleczyć. Dostaję sterydy i one przykrywają różnego rodzaju zapalenia. Póki moja krew nie będzie dobra, to o wyrwaniu zęba nie ma mowy. Czuję, że chodzę dosłownie z bombą w szczęce. Mieszkam sama, ale mogę liczyć na swoich sąsiadów. Nikt tu nie jest anonimowy. Nie wyobrażam sobie bycia gdzie indziej. Kiedy widzi mnie pani w kiosku, od razu sięga po moje fajki. Chodzę w chustce, wiadomo, że jestem łysa, przemykam po chleb, a sprzedawczynie rozkazują wszystkim mnie przepuścić. Głupio mi trochę tak omijać kolejkę, a z drugiej strony się cieszę, bo wiem, że ja tu należę. Saska Kępa to jest moje miejsce na Ziemi.
Chwalić Boga, bo zrobiło się zielono, a z kuchni i z salonu mam teraz widok na kawałek ogródka, w którym mieszka mój krasnoludek. To nie są żarty, tam jest taka dziura w płocie wygryziona przez szczury i on przez nią przechodzi. W tej chwili go nie ma, bo poleciał odwiedzić kuzynostwo, ale wnuczka otrzymała właśnie od niego list. Sroka od czasu do czasu je do nas dostarcza. Nie jest to intensywna korespondencja, bo krasnoludek sam nie za bardzo przepada za ludźmi. Bardzo trudno zdobyć jego zaufanie, ale zwykle udaje się to babciom, on lubi z nimi rozmawiać. Poza tym nic się nie zmieniło w moim widoku, wciąż są jeże, a ten, który w krzaku pigwy dwa lata temu uprawiał seks, już wrócił, powiedział „Dzień Dobry”, więc mój krajobraz to absolutny constans. To, co mówię wcale nie jest od rzeczy. Jak wnuczka spała u mnie po raz pierwszy kilka lat temu to był to dzień, kiedy zmarł jej dziadek. Bardzo go kochała i wyczuwała, że coś jest nie halo. Wieczorem łaziłyśmy tak po tym ogrodzie i opowiadałam jej o krasnoludku, a ten srajtek podniósł oczy i spytał: „Babcia, a jak krasnoludkowi jest smutno to ty też go bierzesz na ręce i przytulasz?” No i od tej pory zamieszkał na stałe. Krasnoludek jest dla mnie po prostu świetnym pasem transmisyjnym do różnych informacji zwrotnych. Chowam jego listy. Pojawiają się w takiej latarence na podwórku.
Katarzyna Jabłońska – dziennikarka, mieszkanka Saskiej Kępy
zobacz także
- Programista zapomniał hasła do swojego portfela kryptowalut. Może stracić 240 milionów dolarów

Newsy
Programista zapomniał hasła do swojego portfela kryptowalut. Może stracić 240 milionów dolarów
- My już po: „Hiacynt" Piotra Domalewskiego

Opinie
My już po: „Hiacynt" Piotra Domalewskiego
- Napięcie jak w dobrym thrillerze. Zobacz spot zrealizowany dla marki Opel
Papaya FilmsNewsy
Napięcie jak w dobrym thrillerze. Zobacz spot zrealizowany dla marki Opel
- Denis Ménochet: Od myślenia jest reżyser – ja jestem tylko aktorem

Ludzie
Denis Ménochet: Od myślenia jest reżyser – ja jestem tylko aktorem
zobacz playlisty
-
Tim Burton
03Tim Burton
-
CLIPS
02CLIPS
-
Domowe koncerty Global Citizen One World: Together at Home
13Domowe koncerty Global Citizen One World: Together at Home
-
Nowe utwory z pierwszej 10 Billboard Hot 100 (II kwartał 2019 r.)
15Nowe utwory z pierwszej 10 Billboard Hot 100 (II kwartał 2019 r.)
