Trendy | Ola Sobieraj

Nie masz ręki do roślin? To bujda!04.12.2018

fot. Justyna Doszko

To opowieść o antysmogowych roślinach, kwiatowych drama queen i przesadzaniu. Rozmawiamy z Małgosią Galińską, która bardzo szybko z hobbystki zamieniła się w warszawską „Panią od roślin”. Na co dzień spotkacie ją w Roślinnym STORze, gdzie odpowie na wszystkie wasze botaniczne zapytania.

8 grudnia o godzinie 15:00 podczas targów WZORY na gwiazdkę (Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy, ul. Bracka 25 / wstęp wolny), odbędzie się prowadzony przez ekspertkę warsztat. 

Czym jest Roślinny STOR?

Małgosia Galińska: To takie miłe miejsce, w którym sprzedajemy rośliny, a przede wszystkim dzielimy się wiedzą o nich. Rozmawiamy z ludźmi o tym, jak się nimi opiekować, jak pielęgnować i co zrobić, żeby dobrze im się żyło. Moda na zielone mieszkania przyszła do nas niedawno, widzimy ją na przykład na Instagramie. Coś, co kiedyś kojarzyło się wyłącznie z babcinym parapetem, stało się fajne i pożądane. My oczywiście jakoś wpisujemy się w ten trend, ale myślę, że wyróżniamy się na tle tych pozostałych sklepów z roślinami. Przede wszystkim tym, że oprócz sprzedaży zależy nam na edukacji innych. Nasze rośliny są też przesadzone i nikt nie musi już potem robić tego w domu. Poza tym prowadzimy pogotowie ratunkowe dla roślin – każdy może do nas napisać na Facebooku, wysłać zdjęcie i dowiedzieć się co dolega roślince. Ludzie kupują od nas trochę ideologii i choć można się z tego śmiać, to ja się cieszę, o ile zyskują na tym rośliny.

Dużo ludzi do was przychodzi? To raczej amatorzy czy bardziej roślinni zajawkowicze?

Ludzie są różni i to jest najpiękniejsze. Czasem przychodzą do nas roślinne świry – ludzie, którzy mają masę roślin i poszukują nowych odmian. Wtedy siedzimy przy kawie i przeglądamy zdjęcia swoich zielonych skarbów. Czasami jest też tak, że klienci mówią: „chce mieć roślinę, ale nic o tym nie wiem”. Wtedy robię solidny wywiad, dotyczący stylu życia tej osoby, dopytuje o światło w mieszkaniu i po prostu wybieram roślinę idealną do jej potrzeb.

fot. Justyna Doszko
fot. Justyna Doszko

To brzmi jak niemalże psychologiczny wywiad.

Trochę tak. Choć zwykle moimi pierwszymi pytaniami są: „ile masz światła w mieszkaniu?” lub „na którą stronę świata wychodzą okna?”. Ludzie raczej nie znają na nie odpowiedzi, więc włączamy Google Maps i szukamy na mapie gdzie i jak pada słońce.

Uprawa roślin to skomplikowane zajęcie?

Istnieje takie przekonanie, że to coś wymagającego i trudnego. Jednak bardzo często okazuje się, że rośliny, które nie chcą rosnąć, są po prostu niedopasowane do naszej przestrzeni. Nasze babcie mawiały: „albo ma się rękę do roślin, albo się jej nie ma” – to bujda. Po prostu różne rośliny mają różne wymagania. Są takie, które wytrzymają na południowym parapecie, ale będą to gorzej znosić. Zdarza się też, że odmawiamy sprzedaży, jeśli ktoś chce kupić sobie do domu roślinkę, która nie ma szans przeżyć w zastanych warunkach. Albo chce postawić sobie żywą roślinę na stoliku nocnym albo w łazience. Wtedy więc trochę rujnujemy ich marzenia i szukamy czegoś co się sprawdzi. Wiem, że może nie jest to najlepsza strategia biznesowa, ale przesłaniem Roślinnego STOR-u jest dbanie o dobro roślin!

A jaka roślina sprawdzi się w każdych warunkach?

Na przykład taki Zamiokulkas, którego określam mianem „rośliny pracującej”. Oznacza to, że choć roślina przetrzyma praktycznie wszystko, to nie będzie się rozwijać. I jeśli nie dostarczymy jej odpowiednich warunków, przez całe swoje życie będzie walczyć o przetrwanie. Tu pojawia się pytanie – czy zależy nam na tym żeby roślina, którą mamy trwała na poziomie zero, czy żeby się rozwijała i cieszyła oko.

fot. Ola Sobieraj
fot. Ola Sobieraj

A co z tym przesadzaniem? To konieczne? Nie można zostawić rośliny tak, jak ją kupiliśmy – w plastikowej doniczce?

To najczęstsze niedopatrzenie początkujących posiadaczy kwiatów domowych. Kiedy ktoś do mnie przychodzi i zaczyna opowiadać o problemie związanym z roślinką, moim pierwszym pytaniem jest, czy została przesadzona. Ludzie po prostu tego nie widzą. Kiedy kupujesz roślinę od dużego hodowcy jest ona zazwyczaj już przerośnięta. To powoduje, że bardzo często przez małe otworki na dole plastikowej doniczki wychodzą korzenie i gniją.

Ja zwykle po prostu wsadzałam tę doniczkę do ceramicznej osłonki.

Ogromna część problemów, z którymi przychodzą do nas ludzie, zaczyna się właśnie od tego. Kolejnym problemem jest też niezmienianie ziemi. U hodowców te rośliny są produkowane głównie w bardzo przepuszczalnej uniwersalnej ziemi, która zazwyczaj nie jest dostosowana do naszych warunków domowych. Tam roślina ma odpowiednie światło i idealne warunki, nastawione na szybki rozwój i rozkwit, i taka ziemia sprawdza się najlepiej. Ale w momencie, w którym roślina trafia do domu, przydaje się bardziej specjalistyczna gleba. W naszych mieszkaniach rośliny często wysychają, szczególnie w okresie zimowym, kiedy wilgotność jest mała, a kaloryfery rozkręcone na maksa.

A jak to jest z przestawianiem? Czy możemy po jakimś czasie zmienić położenie rośliny?

Możemy, ale trochę na własne ryzyko. Rośliny najczęściej się wtedy „obrażają”, ponieważ lubią czuć się u nas jak u siebie w domu. Można to nazwać „uziemieniem” – chcą mieć swoje własne miejsce, do którego dostosowują warunki bytowania. Gdybyś na przykład przestawiła fikusa, to po chwili zrzuciłby część liści. To roślina, która bardzo źle znosi zmianę warunków.

W sobotę 8 grudnia o godzinie 15:00, prowadzisz warsztaty na warszawskich targach WZORY na święta. Będziesz opowiadać o roślinach antysmogowych. Ludzie często o nie pytają?

To określenie trochę już utarło się w mediach i prasie, a niestety często wprowadza w błąd. Smog to nie tylko zanieczyszczone powietrze, ale także pyły zawieszone. Rośliny nie są w stanie usunąć tych pyłów, ale nie ma wątpliwości, że pomagają w dbaniu o zdrowe oddychanie. A żeby mogły dobrze oczyszczać powietrze, muszą być silne i zdrowe. Chodzi o to, żeby prawidłowo przeprowadzały fotosyntezę i wszystkie inne procesy metaboliczne. Podczas warsztatów opowiem, jakie rośliny najlepiej dbają o dobre powietrze w naszych wnętrzach i jak je pielęgnować, szczególnie zimą.

fot. Ola Sobieraj
fot. Ola Sobieraj

W zimie robi się to jakoś inaczej?

Dbanie o rośliny między październikiem a marcem to dość wymagający proces – z jednej strony wieje na nie od okien, a z drugiej jest upalnie, bo zazwyczaj odkręcamy kaloryfery na maksa. Dochodzi do tego jeszcze suche powietrze. Czasem wydaje się, że jak postawimy roślinkę na parapecie, to będzie super – bo powietrze, bo światło. A potem okazuje się, że pod nim grzeje ten kaloryfer i jest zdecydowanie za ciepło. Czasem miejsce w głębi pokoju, a z daleka od okna może okazać się dużo lepsze.

A jakie rośliny oczyszczają powietrze najlepiej?

Oczywiście paprotki i wszystko z rodziny paproci. Z klasyków, które znamy z babcinych parapetów na pewno bluszcze i skrzydłokwiaty. Te najlepiej sprawdzą się, jeśli chodzi o takie zadanie specjalne, jak dobre oczyszczenie powietrza. Skrzydłokwiat to w ogóle ciekawa roślina, która wymaga od właściciela właściwie jednego – ciągłego podlewania. Jest trochę taką drama queen” – kiedy jej nie podlejesz, momentalnie opuszcza liście. Co nie oznacza wcale, że już po niej – ona tylko dramatyzuje. Bardzo szybko później potrafi się zregenerować.

Ola Sobieraj / @sobierajka

Redaktorka

zobacz także

zobacz playlisty