Opinie | Sylwia Chutnik

Sylwia Chutnik | Dzienniczek Dobra22.01.2019

ilustracja: Katarzyna Kubacha | animacja: Marta Kacprzak

Czy to wieloletnie zmaganie się ze stanami depresyjnymi, czy to ironia i cynizm wychodzące ze mnie na każdym kroku... A może zamiłowanie do tragizmu skąpanego w kpinie? Dość że zwykle zauważam raczej złe rzeczy wokół siebie niż pozytywne. Jak mi sto osób powie, że dobrze piszę, to ja zawsze zapamiętam jedną, która powie, że beznadziejnie i głupio. Jak słońce świeci i brzuch pełen, to ja zaraz będę wzdychała, że przecież Konstytucja w zagrożeniu i globalne ocieplenie. Szklanka nie jest do połowy pełna ani pusta – szklanka się zaraz zbije!

Wiele w tym mojego felietonowego zacięcia i publicystycznego marudzenia. Pracując przez lata w tak zwanym „działactwie społecznym” zauważam raczej problemy i dziury do załatania niż uroki życia. Zwykle włącza mi się alarm, kiedy widzę ludzką krzywdę a nie szczęście. To ostatnie może być co najwyżej miłym zwieńczeniem tragedii i przemianą losu, nigdy zaś czymś niezależnym od trudu i znoju życia. Osoby, które mnie choć trochę znają, nawet powierzchownie, zauważają tylko uśmiechniętą i radosną Sylwię. Taka też jestem. Ale zazwyczaj jednak nie. „Na pozór silna dziewczyna, a w środku ledwo się trzyma”, jak głosi pewne hasło. Ale nie o zwierzeniach pękniętego serduszka i smuteczkach krotochwilnych chciałabym napisać. Cykl niniejszych tekstów powstał przecież po to, aby ukazać moją bardziej optymistyczną stronę. I powiem szczerze, że jest tego trochę. Nie mam problemów z wymyślaniem tematów do Kolekcji Pięknych Zdarzeń, bo też jest tego wiele. Od blasku słońca, po zachwyt nad filmem czy ćmielowską figurką. A dziś opowiem wam o pewnym zeszycie.

Zaczęłam przypominać sobie jakieś fantastycznie wspaniałe rzeczy, które spotkały mnie od samego rana. Kwiaty, uśmiechy, miłe słowa, dobrą herbatę, zapach perfum w sklepie, przelew oraz po prostu to, że jestem pisarką, zawsze chciałam nią być i serio jest to sprawa, z której powinnam cieszyć się każdego dnia.

Rok temu rozmawiałam przez telefon z Grażyną Plebanek, która jest moją felietonową żoną. Wspólnie piszemy teksty do Polityki, poza tym obie lubimy boks i jesteśmy kojarzone z feminizmem. Grażyna mieszka w Brukseli, jest ode mnie starsza i lubimy sobie dawać różne prezenciki. Tyle wprowadzenia. No i tak rozmawiam z nią siedząc w samotnym hotelu i żalę się na trudy życia. W takich chwilach zwykle wymieniam niekończącą się litanię „wszystkiego złego”, aby upewnić się w poczuciu beznadziei. Jęczę i zawodzę, a na to Grażyna mi przerywa (i tak wytrzymała sporo tego marudzenia): „Przecież wokół ciebie jest tak wiele dobrego!” Natychmiast zgasiłam ją jakimś przytykiem w stylu: „Wspaniała uwaga, Pollyannno”. Chciałam kontynuować złośliwości i dodałam rozżalona: „Nic mnie dziś nie spotkało miłego, wszystko poszło źleeee!” I w tym momencie poczułam, że jest to jednak okropne okropieństwo i kłamstwo. Zaczęłam przypominać sobie jakieś fantastycznie wspaniałe rzeczy, które spotkały mnie od samego rana. Kwiaty, uśmiechy, miłe słowa, dobrą herbatę, zapach perfum w sklepie, przelew oraz po prostu to, że jestem pisarką, zawsze chciałam nią być i serio jest to sprawa, z której powinnam cieszyć się każdego dnia. Grażyna wyczuła w moim tonie fałszywe nuty, bo powiedziała, że nie zdaję sobie sprawy z tego, co się wokół mnie dzieje, bo jestem zbyt skupiona na beznadziei i zachowuję się jak nastolatka, która na pytanie „która godzina” odpowiada, że życie nie ma sensu. Bo życie prawdopodobnie sensu nie ma, ale czasem jest miło.

Grażyna zadała mi więc prowadzenie Dzienniczka Dobra, w którym codziennie będę wpisywała wszystkie miłe rzeczy, które się wydarzyły. Od relacji z innymi w stylu Eksperymentalnego Sygnału Dobra, jak u Musierowicz, po sprawy, które umilają mi czas. Jeszcze się trochę broniłam, że pewnie nic nie wpiszę, bo NIC MI SIĘ MIŁEGO NIE PRZYDARZA, ale już wiedziałam, co na pewno znajdzie się w takim zeszycie. Złapałam haczyk. Od tej pory codziennie jestem czujna jak wydra na brzegu – bo wszystkie miłe sprawki przydadzą mi się do zanotowania. Nie ściemniam, nie naginam, nie silę na huraoptymizm, bo to się nie uda w moim przypadku. Jestem szczera ze sobą i wpisuję tylko to, co naprawdę mnie cieszy, a nie to, co cieszyć powinno. Czuję ulgę, że mimo wszystko zawsze coś się znajdzie. Dzienniczek Dobra nie pozwala mi zapomnieć, że jestem wpisana w jakiś układ spraw mniej lub bardziej przyjemnych. I że zwykle przeważa kurestwo, ale czasem wychyla się zza niego okruszek zajebistości. Łapię go szybko, chowam w dłoniach i wklejam do zeszytu niczym do Zielnika Fajności.

Mam w nim sprawy, które – jeśli czytam je teraz, po raptem kilku dniach – wpadły gdzieś do dziury zapomnienia. Gdyby nie zanotowanie, kompletnie bym je przeoczyła. Cieszę się, że mam je na piśmie. Dzięki temu nie będę już mogła w histerycznym łuku twierdzić, że dzieje mi się nieustająca krzywda.

Opowiedziałam kilku osobom o tym Dzienniczku. Potraktowały mnie protekcjonalnie. Nie wiem, czy uznały to za kolejny głupi pomysł, który trzeba schować na półkę pod tytułem „dziwactwa artystek” czy objaw zdziecinnienia lub desperacji. Jedna osoba powiedziała, że sama zacznie prowadzić taki notatnik. Ciekawe, czy tak się stało. Nie dopytuję, bo to nie moja sprawa.

Dzienniczek Dobra nie pozwala mi zapomnieć, że jestem wpisana w jakiś układ spraw mniej lub bardziej przyjemnych. I że zwykle przeważa kurestwo, ale czasem wychyla się zza niego okruszek zajebistości.

Po roku prowadzenia takich zapisków myślę jeszcze o jednym: że wokół nas jest totalny syf. Mówimy sobie zwykle o złych rzeczach i takie też zauważamy. Wystarczy wziąć do ręki gazetę lub włączyć wiadomości. Śmierć, zniszczenie, permisywizm i groza. A myślenie również o dobrych sprawach jest gestem pewnego rodzaju sprzeciwu. Włożeniem patyka w tryby beznadziei. Strachliwy, zdołowany naród jest łatwiejszy w obsłudze. Popada w marazm i na niczym mu już nie zależy. A jeśli chociaż przez chwilę się ucieszymy, to zaraz nabieramy kolorków i przestajemy być skołowani. Zaczynamy czekać na więcej dobra. Skąd je wziąć? No bez przesady, tego to ja jeszcze nie wiem.

000 Reakcji
Sylwia Chutnik / @sylwia.chutnik

Pisarka, felietonistka. Doktorka Instytutu Kultury Polskiej UW. Kulturoznawczyni, absolwentka Gender Studies na UW. Działaczka społeczna i promotorka czytelnictwa. Laureatka Paszportu Polityki, trzykrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike. Dostała Społecznego Nobla Ashoka za działalność na rzecz matek oraz nagrodę m. st. Warszawy. Twórczyni sztuk teatralnych. Jej książki zostały wydane w dziewięciu krajach.

zobacz także

zobacz playlisty