Opinie | Sylwia Chutnik

Sylwia Chutnik | Ćmielowskie panienki12.12.2018

Ilustracja: Joanna Gębal | Animacja: Marta Kacprzak

Porcelanowa rzeźba kameralna wbija mi się w serduszko. Wystarczy, że sobie obejrzę zdjęcia, a już mi lepiej. Na chwilę, ale lepiej.

Bibeloty zwane są nieraz pogardliwie durnostojkami, bo sobie są i nie mają żadnej funkcji użytkowej. Niby zaśmiecają przestrzeń, zbierają kurz i raz na jakiś czas roztrzaskują się o podłogę, kiedy skoczy na nie kot. Ze względu na niewielkie przestrzenie, w których przyszło mi żyć, nauczyłam się otaczać tylko takimi artefaktami, które do czegoś służą. Co nie znaczy, że nie mam również obiektów bezcelowych i bezsensownych. Pisałam o tym w poprzednim tekście: zagracam się niemożliwie i pogodziłam się z tym. Jednak nie o kolekcji plastikowych Maryjek na wodę święconą chcę pisać czy o mikroświatku z mchu i paproci, w którym żyją Mała Sarenka i Aniołek Sylwunia – nie tym razem, drodzy moi. Dziś o przedmiotach wzruszających i pięknych, ale oddalonych ode mnie ekonomiczną barierą nie do przejścia. Marcin Wicha przestał kochać dizajn, między innymi za absurdalne ceny zwykłych przedmiotów. Wtórował mu w tym Filip Springer. Jednak co innego szczotka do kibla za tysiaka, a co innego dzieło sztuki. 

Przygotowując się do tego tekstu natknęłam się na informację, że dosłownie kilka dni temu odszedł od nas projektant większości moich ulubionych figurek, pan Lubomir Tomaszewski. Żył ponad dziewięćdziesiąt pięć lat, ale wzornictwu poświęcił jedynie dziesięć lat życia. Za to z jakim efektem! Od późnych lat pięćdziesiątych w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego działał Zakład Produkcji Eksperymentalnej, w którym pojedyncze egzemplarze figurek, wazonów czy popielniczek kierowane były do wybranych sklepów. A tam zawsze je rozchwytywano, chociaż kosztowały krocie. Tomaszewski przygotował trzydzieści modeli rzeźb kameralnych, z których każda do tej pory zapiera dech w piersiach.

Lekkość i drobna forma podkreślają porcelanowość lepiej niż najwykwintniejsze detale kiczowatych baletnic, jakich pełno obecnie w byle kwiaciarni. 

Weźmy taką „Dziewczynę w spodniach” – kwintesencję emancypacyjnego stylu kobiet. Wysoko upięte w kucyk włosy, rozszerzane spodnie-dzwony w poprzeczne czarne paski. Smukły kształt figurki dodatkowo podkreślony jest jej podstawką, którą tworzą obręby nogawek. Wydaje się, że postać unosi się nieco nad ziemią. Lekkość i drobna forma podkreślają porcelanowość lepiej niż najwykwintniejsze detale kiczowatych baletnic, jakich pełno obecnie w byle kwiaciarni. 

A figurki z serii „Sexbomba”? Kucykowe girlsy przypominają z jednej strony rzeźbę Aliny Szapocznikow „Trudny wiek”, z drugiej mają coś z Kaliny Jędrusik, a może i późniejszej Villasowej. Wiecie, ten taki niewymuszony seksapil. Bo owszem, porcelanowe kobiety mają konkretnie podkreślony biust, ale to, w jaki sposób stoją, jak się prezentują, wizualizuje pewność siebie. Dodatkowo ciekawostka: usta mają w dziubek. Jeszcze chwila i wyjmą z kieszeni telefon, aby zrobić sobie selfie. 

Jednak chyba najbardziej znane figurki to stojące w wygiętej pozycji „Śpiewaczki”. Głowa do góry, otwarte usta. Fryzura krótka, z loczkiem przy uszach. Mają na sobie jednobarwne długie sukienki, ale wybrać sobie można panią w czerwonej, panią w czarnej a nawet niebieskiej w ciapki. Kilka lat temu przerobiono śpiewaczki na wersję drewnianą i ustawiono na rynku w Kielcach. Sprawdziły się również jako spore formy przestrzenne.

Inną historią są dwa serwisy do kawy. Wiele osób zachwycało się formą, obłym kształtem, rezygnacją z uszek i kolorami. Od siebie dodam, że żyję na łapu-capu, pijąc herbatę w wyszczerbionym kubku. Ale gdybym miała w domu takie cacka, to bym celebrowała picie aż miło.  Bo to jest tak, że piękne przedmioty wymagają od nas uwagi. Zatrzymują choćby na chwilę. Owszem, czarują niemiłosiernie i są wymagające, bo należy im poświęcać sporo atencji. Jednak dzięki ich sile drzemiącej w detalu: kolorku, podpisie pod spodem czy kształtom, nie możemy po prostu wrzucić ich do zmywarki i spryskać chemią. O nie. My się cackamy z tymi figurkami, talerzykami i dzbanuszkami, pozwalając sobie na chwilkę porcelanowych pieszczot.

Zostaną po nas katalogi IKEA, no chociaż tyle, ale czy w nich zamieszka ktokolwiek, oprócz pluszowego węża, z którego zaraz leci wata?

Z figurkami sprawa jest taka, że o nich można napisać wiersz lub wykorzystać jako bohaterki opowiadania. Gdybym miała tak zrobić, to wszystkie te zaprojektowane przez Tomaszewskiego by się znały, mieszkały w jednej kamienicy i miały liczne przygody i romanse. A dzbanek z filiżankami to by był ich samochód, w którym zwiedzałyby odległe kraje. Mogłyby pojechać też do Muzeum Narodowego w Warszawie, gdzie od jakiegoś czasu jest oddzielna sala poświęcona projektowaniu. Kilka lat temu odbyła się tam również wystawa „Chcemy być nowocześni”, po której nie mogłam spać. Wszystko tam do wszystkiego pasowało, a śpiewaczki z dziewczynami w spodniach mogły tam zamieszkać, trzymając nogi na wygodnych krzesłach pana Sztaby czy choćby meblościankach idealnych do M2. Po nas zostaną katalogi IKEA, no chociaż tyle, ale czy w nich zamieszka ktokolwiek, oprócz pluszowego węża, z którego zaraz leci wata?

Wyobrażam sobie czasem, że zamykają mnie na noc w fabryce w Ćmielowie. Tam, gdzie powstało większość porcelanowych cudeniek. I ja się przechadzam, dotykam poszczególnych serwisów i spodeczków. Jestem niczym Alicja w Krainie Czarów, która trafiła na herbatkę do królowej. Jedyny strach to ten przed zbiciem wszystkiego, obróceniem w proch, bo to potem do zapłakania. 

Ale figurki, choćby te projektu pana Tomaszewskiego, są wieczne. Ich nie dotyczy grawitacja albo twarda podłoga. Są ponad fizykę i ponadczasowe.

000 Reakcji
Sylwia Chutnik / @sylwia.chutnik

Pisarka, felietonistka. Doktorka Instytutu Kultury Polskiej UW. Kulturoznawczyni, absolwentka Gender Studies na UW. Działaczka społeczna i promotorka czytelnictwa. Laureatka Paszportu Polityki, trzykrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike. Dostała Społecznego Nobla Ashoka za działalność na rzecz matek oraz nagrodę m. st. Warszawy. Twórczyni sztuk teatralnych. Jej książki zostały wydane w dziewięciu krajach.

zobacz także

zobacz playlisty